TM w kinie: „Dziadek do orzechów i cztery królestwa”

Tak się złożyło, że „końcówki” roku bywają ostatnimi czasy niezwykle spektakularne, jeśli chodzi o filmowe produkcje. Poprzednie lata zdominował Tolkien i Gwiezdne Wojny. Tegoroczne święta należą do Disney’owskiej propozycji dla najmłodszych wielbicieli dużego ekranu – Dziadka do orzechów  i czterech królestw (The Nutcracker and the Four Realms). I nic dziwnego – grudzień to w końcu czas magii, a tej tu nie brakuje! 

To, co urzekło mnie w obrazie Lasse Hallstroma i Joe’go Johnstona, to przede wszystkim tzw. „realizm magiczny”, a więc: ciekawe ujęcia, zapierająca dech w piersiach sceneria i krajobrazy, pozbawione tandetnego, okraszonego elektroniką efekciarstwa (może poza jednym, dość strasznym epizodem z królem Myszy). 

W Dziadku do orzechów dopracowany wydaje się każdy szczegół – od wystroju wnętrz po modowe stylizacje. Bohaterowie są barwni i wyraziści, śmieszni, poważni, dobrzy i źli, a więc tacy… typowo baśniowi. Tu nie ma lepszych czy gorszych ról. Mackenzie Foy jako Klara jest rewelacyjna; podobnie jak Keira Knightley w roli Cukrowej Wróżki czy grająca Matkę Cykorię (Ginger) Helen Mirren. Dziadku do orzechów spotykamy się z mistrzowskimi kreacjami, z budowaniem postaci od początku do końca na najwyższym, odpowiednim dla dzieci poziomie.

Oczywiście fabuła filmu odbiega od oryginalnego opowiadania E.T.A Hoffmana z 1816 roku, jednak każdy sześciolatek z pewnością zrozumie jej główne przesłanie i nie zanudzi się.

Szkoda jedynie, że w scenariuszu zabrakło miejsca na ukazanie tej niezwykłej historii z perspektywy rodzeństwa Klary, ale może taki był zamysł twórców – by uwypuklić ból, smutek, siłę i wrażliwość jednostki, a nie tłumu? Zresztą – bez podkreślenia metamorfozy dziewczynki, żadna zmiana w dziejach tytułowych królestw nie byłaby możliwa.

W kategorii kino familijne Dziadek do orzechów broni się doskonale i nie widzę sensu porównywać tego tytułu z innymi: Alicją w Krainie Czarów bądź Jumanji. To przecież całkiem różne opowieści.

Żałuję, że Julia jest jeszcze za mała na niektóre atrakcje (2 latka), bo wbrew opiniom krytyków – ja, mama kinomanka – chętnie zabrałabym ją ze sobą na ten seans.

Rezerwujcie więc bilety i w drogę – do krainy czterech królestw! Celowo nie zdradzam wątków, by nie pozbawić Was przyjemności ich odkrywania.

Źródło zdjęć: Disney/ostatniatawerna.pl

 

 

Reklamy