Bez fikcji: wyznania Trendy Mamy, czyli o tym, jak zmieniło mnie macierzyństwo

dnia

Od czasu urodzenia Julii w moim życiu zaszło wiele zmian. Już nie biegam między pracą a kolejnymi studiami, nie piszę naukowych artykułów, nie jeżdżę na konferencje, nie tłumaczę.

Zamiast poezji Blake’a i Słowackiego, czytam poradniki o wychowaniu. Autorem-guru jest obecnie Jesper Juul.

Stosy kobiecej prasy, zastąpione zostały przez gazety dla mam.

Jeśli jakimś cudem uda mi się wyjść do sklepu, wracam z torbą ciuszków dla córci i ewentualnie nowym gadżetem do mieszkania. Przez ostatnie miesiące kurierzy do drzwi pukali non stop. Nawet teraz, kiedy jestem nad morzem, wstąpiłam do dziecięcego kramiku  (uwierzcie? Coccodrillo „wystawiło” swoje stoisko w Pobierowie!) i kupiłam Julii śliczne srebrno-różowe kalosze :).

Inne zmiany przedstawiają się następująco.

Przestałam kpiąco pytać: „a na co mi gotowanie?”. Dziś chciałabym być drugą Anną Starmach, perfekcyjną panią domu. I ogarnia mnie czarna rozpacz, kiedy po raz kolejny nie wychodzą mi zwykłe placki. To za dużo mąki, to nie ten rodzaj, to zbyt surowe. Gdyby w mieście, w którym mieszkam, organizowano kurs pieczenia, pichcenia itp., z miejsca wpisałabym się na listę uczestników.

Odczuwam też lęki. Niekiedy tak silne, że łzy cisną się same do oczu.

Czemu?

Wina hormonów czy tęsknota za tamtą „ja”?

A może z tego powodu, że teraz jestem odpowiedzialna nie tylko za siebie, za sukcesy i za zdane egzaminy, ale za mądre wychowanie córki?

Doktorat (z wyróżnieniem!) w porównaniu z macierzyństwem wcale nie był taki trudny. Mimo że w obydwu przypadkach zarywa się noce i jest się zupełnie wyłączonym z życia towarzyskiego, skupionym wokół jednego celu, to jednak stawianie tych sytuacji obok siebie mija się z celem.

A często słyszę: „masz takie wykształcenie, to i z dzieckiem dasz radę, ogarnij się”.

Tylko, co u licha, łączy literaturę dziewiętnastego wieku z BLW, pieluchami, kolkami i buntem dwulatka? Wiem! Tomik wierszy Williama B., poświęcony dzieciom!

Hurra!

Julię kocham ponad życie. Nie wyobrażam sobie świata bez niej. I choć czasem ogarnia mnie rozpacz z bezsilności czy strachu, to te piękne chwile spędzone w jej cudownym towarzystwie wszystko wynagradzają!

P.S. Czekam aż córcia trochę podrośnie. Wtedy od razu zabieram ją do Wrocławia, Torunia i Krakowa. Niech posłucha wystąpień mamusi i zwiedzi najfajniejsze uniwersytety i ośrodki akademickie :). A potem to już tylko Cambridge i Oxford!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s