Hygge. Po prostu szczęście

W Danii zakochana jestem z kilku powodów. Pierwszym z nich jest Soren Kierkegaard, mój ulubiony filozof z Kopenhagi. Drugi – wiąże się z postacią, której nie trzeba nikomu przedstawiać – Hansem Christianem Andersenem.Trzeci to – Jesper Juul, pedagog o światowej renomie. Kolejny- słynne klocki Lego, a zaraz potem – place zabaw! Ostatnio do tej listy dołączyłam jeszcze pojęcie „hygge”, odnoszące się do sposobu wychowania poprzez zabawę, która jest kluczem do szczęścia. A że jestem świeżo upieczoną mamą, temat ten jest mi szczególnie bliski i chciałabym aby i Was zainteresował, bo: 1) jest to znakomita alternatywa dla modnego obecnie dziecięcego „american dream”; 2) dzięki hygge pielęgnuje się tradycje rodzinne; 3) „wiek niewinności”, czyli dzieciństwo uznaje się za wartość samą w sobie; 4) powraca się do tego, co niegdyś było standardem: spotkań z rówieśnikami w świecie rzeczywistym a nie wirtualnym.

Zacznijmy od definicji. Hygge to, najprościej ujmując, relaks, stan błogości, radość. W słowie tym jednak kryje się znacznie więcej. Termin ów służy do określania relacji międzyludzkich, a konkretnie, opisuje duńską „metodykę” postępowania z maluchami, polegającą na docenieniu czasu wolnego i tego wszystkiego, co ma związek z zabawą. Ta staje się kluczową nie tylko na gruncie rodzinnym, ale i w edukacji, gdzie coraz częściej programy nauczania konstruowane są tak, by dziecko mogło się uczyć, bawiąc. Hygge to także czytanie książek, chwila wytchnienia przy herbacie/kawie, oddanie latorośli kontroli nad podejmowaniem ryzyka (rzecz jasna w granicach rozsądku, na właściwym poziomie wiekowym), poznawanie granic strachu, bądź zwykłe kontakty interpersonalne, dogadywanie się z kolegą.

Rodzice stosujący/wyznający tę koncepcję nie gnają swych pociech z jednych zajęć pozalekcyjnych na następne, nie przechwalają się, co potrafi ich syn/córka. Zamiast tego, pozwalają mu/jej na kreatywność, na wymyślanie rozwiązań, na spontaniczność. Bez sztucznego „aranżowania” życia. Efekt jest taki, że Dania od dawien dawna plasuje się na pierwszych miejscach w rankingach najbardziej szczęśliwych państw, społeczeństw, ludzi. Dla porównania, Polska znajduje się na pięćdziesiątej siódmej pozycji!

Zabawa okazuje się mieć moc terapeutyczną i pedagogiczną: w jej trakcie doświadczamy bowiem różnych stanów, sytuacji oraz emocji, stykamy się z wieloma osobami o odmiennych charakterach, z innych środowisk; wreszcie – dowiadujemy się, czym są kompromis, ustępstwo, ugoda, własne zdanie, mocna bądź słaba strona. I to wszystko pozwala na mądre i rozważne działanie, na bycie zadowolonym. Niewiarygodnie proste, prawda?

Jako ciekawostkę warto podać też i to, iż w krajach skandynawskich, w tym – w Danii, nie kręci się masowo, tak jak np.w Hollywood, filmów z happy endem. Czemu? Ponieważ rzadko komu wszystko układa się jak w bajce, a widząc produkcję pokazującą prawdziwe uczucia: smutek, żal, łzy, doceniamy to, co posiadamy. Sprytne, nieprawdaż?

Jeśli moja Julcia dzięki takim rozwiązaniom, takiemu myśleniu ma być radosna, to ja się na to „piszę”! A zainteresowanych odsyłam do lektury: Jessica Alexander, Iben Sandahl – „Duński Przepis Na Szczęście”.

Źródło zdjęć: pixabay.com

Rozwój osobisty

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s