Mój coming out…

Do napisania tego krótkiego tekstu (aczkolwiek ważnego, bo będącego swoistego rodzaju „coming out’em”), skłonił mnie opublikowany w numerze 7 „Extra Psychologii” (Newsweek) artykuł Katarzyny Burdy pt. „Portret polskiej rodziny”, który – jak zwykle – podrzucił mi mąż, znając me pasje czytelnicze i zamiłowanie do prasy, wynikające z: po pierwsze – ukończonej na studiach specjalności dziennikarskiej; po drugie – z kilkuletniej współpracy, najpierw ze „Słowem Polskim”, a potem z „Gazetą Wrocławską” (działy: kultura, sprawy społeczne, edukacja; najrzadziej – polityka).

Moją uwagę przyciągnął już brzmiący nieco dwuznacznie lead: „Ze statystyk i badań wyłania się obraz polskiej rodziny XXI wieku – coraz zamożniejszej, coraz mniej licznej i coraz…szczęśliwszej”, napawający – wydawać by się mogło – optymizmem (mowa przecież o Epikurejskiej cnocie), potwierdzonym przez przytoczone przez autorkę wyniki sondażu CBOS z 2013 roku, jasno wskazujące na naszą najważniejszą potrzebę, jaką jest posiadanie rodziny (tak odpowiedziało 85 % respondentów). Kolejne liczby również zachwycały: 78% Polaków szczęście rodzinne uznało za najwyższą wartość, a dla 29% pytanych życie w dużym, wielopokoleniowym domu, okazało się spełnieniem marzeń. Świetnie. Wciąż jednak nie dawało mi spokoju sformułowanie ze „wstępu”: „mniej liczne”. Myślałam: gdzie tkwi haczyk? I od razu usłyszałam w głowie słowa piosenki Natalii Przybysz „Przez sen” wraz z fragmentami jej wywiadu, udzielonego dla „Wysokich Obcasów”, wyjaśniające genezę takich wersów jak: „plus ty będzie dwa/Domem kwadratem bądźmy”, „lek zwany nie nie/42 dreszcze i sny” czy „Słowacja dom”.

Dalsza część raportu – jak przypuszczałam – traktowała nie o sielance i idylli, zapowiadanej/wróć – ledwie akcentowanej, rzuconej jak kość psu na zachętę  (przepraszam za to porównanie), a o rozwodach i schadzkach, romansach, zdradach, niezgodności charakterów – najczęstszych przyczyn rozstań.

Ja wolę jednak tradycję, bez „czarnych protestów”, protest songów i tzw. feministycznej wolności. Mieszczę się w tych procentach za rodziną, za szczęściem, za życiem, nie w grupie „mniej liczne”.

Jestem doskonałym przykładem mamy spełniającej się na każdym polu: zawodowym, naukowym i macierzyńskim, choć do ideału jeszcze daleko… Można? MOŻNA!

Macierzyństwo

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s